Niby urlop, a jakoś tak na razie nie bardzo go poczułam. Pierwszych kilka dni spędziłam na realizowaniu zaległych przez pandemię konsultacji i badań. W przybytkach zdrowotności trzymają się bardzo ostrych zasad odnośnie tego, kogo wpuszczają, ile osób wpuszczają, na wstępie oczywiście standardowe procedury typu pomiar temperatury, wypełnianie formularzy. No ale przynajmniej na starcie urlopu dowiedziałam się, że z nóżką mogę wszystko, o czym już radośnie donosiłam, że kręgosłup jest taki jak przystało na wiek (czyli klasyczny SKS), więc tu też mogę się nie przejmować bólem, no i że USG piersi muszę znów robić co 6 miesięcy a nie co rok. Przy okazji pogadaliśmy sobie z lekarzem, na co się napatrzy pracując na onkologii. A dokładniej – na efekty zaniedbywania przez kobiety badań typu USG, mammografia czy cytologia. Tak że , jak zwykle w takich momentach, zamieszczam apel: BABECZKI, BADAJMY SIĘ!
Iks latek temu, zwyczajnie poprosiłam mojego gina o skierowanie na USG. Nic się nie działo – tak dla sprawdzenia. I okazało się, że muszę być pod kontrolą, USG piersi robić co pół roku i być „hormonalnie stabilna”. Potem już mogłam co roku…no i teraz znów co pół. Inne babskie badania też na bieżąco, tak że moje pisanie/gadanie „badajmy się”, to nie czcza gadanina, a coś co sama uskuteczniam regularnie. Dbać o siebie należy i warto! Jak to leciało w tej reklamie (chyba) kosmetyku? – „jesteś tego warta” 😀
Kilka dni przed moim urlopem w moim pięknym mieście otworzyli nowiuteńką tężnię solankową w parku rzut beretem ode mnie. Tak się ładnie złożyło. Uzdrowisko w pobliżu? – bosko! Trzeba było obadać miejscówkę, więc wzięłam rowerro i przejechałam się tam w godzinach porannych gdy nie powinno być tłumów. Piękna. Cudna. Śliczna!

Oczywiście na dzień dobry sobie poczytałam zasady covidowe i regulamin przybytku, lecz potem dość szybko się zorientowałam, że mało kto to robi. Miejsce służy do inhalacji, więc w maseczkach nie miałoby sensu, więc zasada jest taka, że jedno stanowisko/ławeczka – jedna osoba. Chyba że mieszkają ze sobą, to tyle ile ławeczka/stanowisko zmieści. No więc siedzę sobie na ławeczce, czytam książkę, delektuję się specyficznym zapachem powietrza z solankowym aerozolem, a tu nagle jakiś obcy starszy jegomość sobie siada koło mnie. Po chwili go uświadomiłam, jakie są zasady. Kiedyś pewnie bym się nie odezwała, ale życie mnie nauczyło by się nie certolić i używać daru mowy gdy mi coś nie odpowiada. I nie żebym była fanką maseczek czy nie miewała bliższych kontaktów ze znajomymi bez ich użycia. Po prostu gościa nie znam, a ten mi się ładuje w moją strefę komfortu i to bez maski, bez pytania. Ja się w ogóle zastanawiam, czy nie powinnam wytrenować takiego specjalnego, wrednego wyrazu twarzy dla starszych panów, bo się strasznie do mnie przyczepiają. If you know what I mean 😐
W ramach urlopu wzięłam się też za małe pucowanko, na warsztat poszły te wszystkie okna rozmiarów dość pokaźnych. Dwa normalne, jedno nienormalne i jedno tarazowe 3-segmentowe. Gdy trzeba domyć po budowie ramy okienne, to jednak sporo roboty. Ale przynajmniej przy szybach już było fajnie, bo mój Leifheicik do okien spisuje się doskonale. 🙂 Dlaczego jedno okno nienormalne? Jest wielkie, dzielone na dwie części: dolną główną i u góry takie wąskie. Niestety, okazało się, że ta góra jest wyłącznie uchylna, nie da się całkowicie otworzyć i…wymagałaby mycia od zewnątrz. Ale by umyć z zewnątrz, musiałabym posiąść skill unoszenia się w powietrzu w okolicy trzeciego piętra. Tam tarasu nie ma. Muszę na to wymyślić jakiś patent. Albo poprosić technicznych by mi uwolnili to okienko od tych koszmarnych żelastw ograniczających, które i tak się blokują tak, że po uchyleniu okienka nie da się go z powrotem zamknąć. Tylko nie wiem czy się zgodzą…
Ostatnio po raz kolejny przekonałam się też, że jeśli przy poznawaniu kogoś nowego i początkowej wymianie zdań „coś” mi mówi, że z tą osobą będą kłopociki, to należy tego „cosia” posłuchać i się oddalić na bezpieczną odległość, skąd do ludzi mówi się tylko „cześć” i wraca do swojego świata. Ileż to już razy w życiu sobie mówiłam: „ej ty Antares, dajże człowiekowi szansę, może zyskuje przy bliższym poznaniu”. No…to NIE zyskuje. Po jakimś czasie, czasem dłuższym, czasem krótszym, okazywało się, że mam do czynienia albo z toksykiem, albo z kimś perfidnym, albo z kimś, czyje metody realizacji relacji międzyludzkich są tak dalekie od fair play, a moralność (wiem, niemodne słowo) zerowa, że prędzej czy później przez tę osobę w jakiś sposób cierpiałam. Co najmniej zawód na tej osobie, bo przecież miała zyskiwać. A tu zastanawiasz się co cię tak coraz bardziej gniecie, a tam cała kolekcja noży w plecach. No nic, życie uczy, już nawet wprowadziłam zasadę dystansowania się wobec nowo poznanych, którzy na starcie wywołują u mnie pewną konfuzję. Słucham też tego mojego wewnętrznego „cosia”. „Coś” daje mi sygnał na poziomie fizycznym, najczęściej go rejestruję w okolicy splotu słonecznego. To „coś” jest moją podświadomością.
Wakacje to u mnie także książki. I wreszcie jest na to czas, co mnie niezmiernie cieszy. Uwielbiam czytać latem, na moim ulubionym leżaczku typu Matador, kiedyś na balkonie, teraz tarasie. Ale też wróciłam do dalszej realizacji mojego projektu książki mówionej. Mogę sobie już na to pozwolić, bo w pomieszczenia są na tyle umeblowane, że znikło hulające tu radośnie echo, więc da się nagrywać.

Swoją szosą, chyba będę musiała liznąć trochę francuskiego, co najmniej w kwestii czytania. W polskich książkach (choć nie tylko polskich) aż się roi od francuskich wstawek pisanych oryginalną pisownią i teraz, człowieku, przeczytaj to to poprawnie gdy nagrywasz bez przygotowania, na żywioł. Proszę bardzo, wstawki anglojęzyczne, hiszpańskojęzyczne, niemieckojęzyczne, a nawet tureckie mogę spokojnie czytać, nawet grecki od bidy przeczytam, lecz, no… francuskiego ni w ząb, a jest dość fikuśny gdy przychodzi do czytania tych dziwnych dla mnie zlepek literowych.
Od dawna chodzi mi też po głowie zakup czytnika e-booków. Miałby on dwie duże zalety. Pierwsza to ta, że się super by się wpisywał w moje minimalistyczne podejście do stanu posiadania. Papierowe książki są super, ale pozostawiłam na stanie już tylko te, które najbardziej lubię i których najbardziej potrzebuję. Lubię formę papierową, w której można robić odręczne notatki, kleić opisane karteczki samoprzylepne jako zakładki. Niestety, nie mam tu aż tyle miejsca by robić sobie bibliotekę. Tu muszę dodać, że bardzo dużo korzystałam ze zbiorów bibliotecznych, ale i równie często musiałam taką książkę najpierw wyczyścić bo okładka aż się lepiła od brudu. Nie byłabym w stanie tego brać do ręki bez uprzedniego wyczyszczenia. Jednak z pewnością nadal będę korzystać z bibliotek. I czyścić te okładki 😉
Drugą poważną zaletą e-booków jest możliwość łatwego i szybkiego zakupu książek, których siłą rzeczy nie ma w Polsce. Bardzo chciałabym mieć dostęp do literatury po hiszpańsku. W Polsce, niestety, trafiłam tylko na kilka książek takich ćwiczebnych ze słowniczkiem z boku, no i wybór tytułów niezwykle mały.
Tak sobie piszę i piszę, i teraz patrzę na ten wpis…i dochodzę do wniosku, że może przydałby mi się jakiś trening minimalizmu w temacie objętości wpisów. 😉
Pozdrawiam!

Projekt książki mówionej to coś zawodowego, czy dla przyjemności? Wybacz jeśli to głupie pytanie, ale zaintrygowała mnie sprawa, a nie wiem, o co się rozchodzi.
Pozdrawiam.
PolubieniePolubienie
Taka moja prywatna mikro-misja 😉 a zarazem przyjemność. Trochę o tym pisałam we wpisie z marca https://iziizi.home.blog/2020/03/28/weekendunio-z-roczkiem/ . Generalnie chodzi o nagrywanie książek czytanych na głos dla niewidzących i słabowidzących. Wybieram książki nie mające wersji audio, więc niedostępnych dla tych osób. A skoro nagrane, to i zdrowi amatorzy słuchania książek mogą skorzystać. Sama czasem wracam np. do koniarskich książek w wersji audio gdy chcę by oczy mi odpoczywały. Zaczęło się od czytania na głos mamie, która ma problemy ze wzrokiem. W wolnym czasie czytam na głos, nagrywam, wrzucam na YT. Oczywiście żaden ze mnie lektor. Ale grono osób, którym odpowiada mój styl powolutku się powiększa. Co człowiek, to gust 😉 Czytam bez przygotowania, jednolitym nagraniem, bez cięć, poprawek. Na żywioł. Na początku nawet było to w formie transmisji na żywo wprost ze smartfona na YT, bo tak było najszybciej i bezproblemowo. Ale potem YT skomplikował kwestię transmitowania i jest z tym nieco więcej zachodu. Ale też mogłam zmienić obraz z kamery zwykłą stałą planszą. Samo nagranie jednak nadal jest jednolite i bez edycji. Tak że czasem bywa zabawnie 😉 Pozdrawiam!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Kiedyś myślałam o kupnie czytnika ale jakoś wole książki papierowe. Czasem noszenie ich bywa niełatwe choćby gdy wychodzę z biblioteki czy tez podczas podróży. Latanie z kilkoma na raz między piętrami szpitala nie należy do łatwych gdyż dochodzi do nich także dokumentacja, notes i torebka. Ale czego się nie robi by się nie nudzić 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Coś jest w tych książkach papierowych 🙂 Zapach, przewracanie kartek i zawsze wyraźnie widać progres i jak się zbliżam do końca. No i nie trzeba walczyć z technologią, która ma swoje kaprysy. Chyba tylko dlatego wciąż odkładam zakup czytnika i biegam do biblioteki…no i czyszczę te okładki 😀
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Fakt. książka nigdy się nie zawiesi 🙂 ha ha
PolubieniePolubione przez 1 osoba
I nigdy nie poprosi o aktualizację przy włączaniu ani o hasło 😛 Z tego powodu wolę też papierowe notatniki i kalendarze 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Książki oczywiście w wersji: papier, ale teraz, kiedy mam kłopoty ze wzrokiem, trzeba pomyśleć, by móc posłuchać…
Serdeczności zasyłam
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Też lubię papierowe, ale i sporo słucham, chociażby podkastów. Czasem i książki słucham. U Ciebie to tym bardziej może być dobra opcja by nie przemęczać wzroku. Pamiętam jak na samym początku tego bloga, dodawałam wersję audio do swoich dłuższych wpisów z myślą o tych, którzy wolą odsłuchać zamiast czytać. Niestety, przy przenoszeniu bloga z własnego serwera na wordpress.com już tego nie zaciągnęło. Wersja bezpłatna nie obsługuje plików audio. Szkoda…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Jakoś mi nie przeszkadza objętość Twojego wpisu, wszystko mi się dobrze czytało :).
Okna też powinnam umyć, ale zrobię to jednak po powrocie, teraz mi się nie bardzo chce, poza tym umyję, a potem wrócę po 2-3 tygodniach i znów będą brudne, więc czekam po urlopie to zrobię.
Co do czytnika – już znasz moje zdanie, popieram bardzo.
Nie czytałam nigdy zbyt wielu książek z biblioteki, jakoś tak od szkoły wolałam zawsze pożyczyć od znajomych ale głównie kupić. No a czyszczenie okładek, szczególnie w obecnych covidowych czasach to już nie tylko kwestia estetyki, higieny, ale musu. Przy czym – bardzo by mnie to zniechęciło.
Aaaa, miałam napisać, że podoba mi się nowa szata graficzna, ładnie to wygląda z tymi wpisami na tle zdjęć. 🙂
Co do poznawania ludzi – ufam mojemu tzw. uczuciu z brzucha, jak to nazywają Niemcy (Nauchgefühl). I on mi faktycznie najczęściej z góry mówi, jeśli coś jest nie bardzo w porządku. Z drugiej strony jeśli to uczucie (nazwijmy je intuicją) mówi mi, że jest OK, nawet jeśli zewnętrzne objawy nie wszystkie na to wskazują, to jednak staram się dawać tę szansę.
A pana z ławki też bym ofunknęła, w sklepach nadal przeganiam, jak mi na piętach w kolejce za mną stają. Generalnie nie znoszę ludzi, którzy nie szanują mojej strefy komfortu.
Tak że trzymać. Udanego wdychania bez zagrożeń i nieprzyjemności 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A to miło mi, bo zastanawiałam się czy nie powinnam skracać wypowiedzi 😉 Bardzo sensowne mycie okien dopiero po powrocie. Pewnie, po co ma się takie czyściutkue kurzyć gdy Ciebie i tak nie ma. W temacie czytników zaczęłam robić rozeznanie. Tak na spokojnie. Z tymi okładkami to zmora odkąd wymyślono „przyjemne w dotyku” okładki. Kurz i wszystko inne dosłownie się do nich przykleja i po chwili okładka się lepi. Fuuuu… Szata graficzna jest już sobie jakiś czas, od końca kwietnia, dziękuję miło mi 🙂 Nawet zastanawiałam się czy znów czegoś nie zmienić 😉 P. S. Czasem się zastanawiam skąd to podchodzenie za blisko się bierze u niektórych ludzi. Przecież to nawet przeszkadza we wzrokowym ogarnianiu rozmówcy…
PolubieniePolubienie
Mnie ta tężnia zainteresowała. Cudownie masz. Jak dobrze, że coś takiego otwierają. A niepapierowe książki mają swoje zalety, warto korzystać.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
W ostatnim czasie zauważyłam, że u nas na Śląsku całkiem sporo takich tężni powstaje. Myślę, że to rewelacyjna sprawa. Mamy własny Ciechocinek 😉 Co do niepapierowych książek – używasz może czytnika? Jeśli tak, to może miałabyś jakieś podpowiedzi dla żółtodzioba, który dopiero się rozgląda za takim ustrojstwem?
PolubieniePolubienie
Nie używam tylko wracam myślami, że chcę 😁
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ach, to podobnie do mnie. Acz ostatnio trochę poważniej o tym myślę 😉
PolubieniePolubienie
Może osluchanie sie z językiem, np.hiszpańskim podczas jazdy😊
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A to to podstawa 🙂 Ostatnio nawet zaczęłam rozważać, czy nie założyć drugiego bloga po hiszpańsku 😉
PolubieniePolubienie
😃👍
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Objętość przeszkadza tym, którzy mają problem ze zrozumieniem.
Serdeczności
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Coś w tym jest. Pismo obrazkowe w natarciu w social mediach. Na szczęście blogi przetrwały 😉
PolubieniePolubienie
1. Czytnik bardziej targa wzrok. Niby detal, biorąc pod uwagę kompy, telefony i inne takie, no ale – targa. Jeśli masz obciążenie genetyczne…
2. Trudniej zapisać, zrobić notatkę na zaś, trudniej wrócić do treści – jeśli chodzi o beletrystykę nie ma problemu, ale już przy podręcznikach czy reportażach słabo.
3. Nie da się czytać w wannie. Znaczy – da się, ale strach, że utopisz kilka setek książek…
…i mogłabym tak długo. Czytnik jest …poręczny. Ale to za mało na miłość czy przyjaźń.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
O! Wielkie dzięki za podzielenie się wrażeniami 🙂 Czyli jednak technologia e-ink to nie wszystko i nie jest w praktyce tak całkiem neutralna dla oka… Z tymi notatkami w branżowych książkach to też coś co mnie martwi. W fizycznej książce sobie pozakreślam, zrobię adnotacje bez rozpraszania się bo odręcznie. Póki co wróciłam sobie do wypożyczania fizycznych książek do biblioteki. Beletrystyka, w której nie notuję. 😉 Słyszałam, że w naszej sieci bibliotek nie tylko mają kwarantannę, ale także są traktowane lampą dezynfekcyjną. Więc na plus. Gorzej jeśli znowu nas pozamykają…
PolubieniePolubienie