Norma

Ostatnio dłuższą chwilę nie pisałam u siebie, acz starałam się odwiedzać Was, blogowych sąsiadów. Trzeba było mocno przyspieszyć by wszystko ogarnąć do końca maja w poprzednim mieszkaniu. Strasznie się napracowałam, ale całe poprzednie mieszkanie wypucowane dla mamy na wysoki połysk. Jednak konieczność powrotu tam, spowodowała u mnie utratę pogody ducha i lekkości, jaką poczułam tuż po przeprowadzce w nowe miejsce. Ten błogosławiony tydzień, gdy przebywałam wyłącznie w nowym mieszkaniu, pokazał mi jasną stronę życia. Inna energia…

Wyjątkowo trudny emocjonalnie był dla mnie jednak zeszły weekend, gdy trzeba było zdać garaż i mieszkanie. W takich chwilach wraca poczucie straty, wielkiej niesprawiedliwości, dojmującego smutku, że to wszystko nie mogło być normalne. Paskudna, deszczowa pogoda i spowijająca wszystko mgła dopełniała smutnego obrazka.

W tym tygodniu dochodzę do siebie. Z trybu „zombie”, zasuwającego już tylko na autopilocie, tudzież siłą woli, odzyskuję zdolność dokładniejszego spojrzenia na siebie, na swój dom, na to, co do zrobienia mam u siebie. Odzyskuję równowagę. Odpoczywa zmęczone ciało.

Zwolniłam.

Na spokojnie organizuję sobie: a to brakujący blat pod zlew, a to panele szklane nad blaty kuchenne, a to przeglądam strony sklepów meblowych, wiedząc już dokładnie czego mi jeszcze brakuje by schować to, co jeszcze zalega na wierzchu. Bardzo fajny czas w sumie. Już bez spiny, bez terminów, odzyskując życie.

Wczoraj nawet po raz pierwszy zeszłam potruchtać na bieżni pod domem, do czego mocno mnie zmotywowała grupa ćwicząca Taiji na trawniku przy bieżni, niemal pod moim balkonem. 😀 Uwielbiam się temu przyglądać, nawet byłam na kilku zajęciach niedługo przez kontuzją kostki. A że teraz nie mogę tego wykonywać, to znowu sobie popatrzę…truchtając 🙂

Nad rzeką w parku

Dziś dla odmiany podjechałam do mojego ulubionego parku w centrum miasta, mimo deszczu. Potrzebowałam wyjść. Pospacerowałam nad rzeką, posłuchałam śpiewu ptaków. Doceniłam, że teraz mam tak blisko w to piękne miejsce.

Próbuję teraz różnych rzeczy, skoro i tak zmieniam nawyki na wszystkich poziomach życia. Zaczęłam nawet odwiedzać kolejno inne niż dotychczas odwiedzane sieci marketów. Kto wie, czy mi się gdzieś coś nie spodoba…

No i jeszcze kota. Kota już się ładnie przyzwyczaiła. Dziś mija dokładnie 3 tygodnie, jak się tu przeprowadziłyśmy już obie. Uwielbia okupować wciąż ułożone na podłodze stosiki książek, przy których często leżała w poprzednim miejscu. Na razie je tam pozostawię. Póki co nie zauważam przerzedzenia sierści na kocim podwoziu, więc uffff…raczej nie jest w stresie 🙂

Nowe życie w nowej rzeczywistości. Gruba krecha za tym co było. Ahoj przygodo! 😉

13 myśli w temacie “Norma

  1. I tak jest dobrze. Uwolnić się od toksyczności przy jak najmniejszych stratach własnych. Najważniejsze to ochronić swoją głowę, mniejsza o rzeczy 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. To prawda. Straty moralne warto minimalizować. Nawet kosztem wysokich strat majątkowych. Ludzie najczęściej nie umieją odpuścić, bo majątek, bo mi się należy. I szarpią się do końca swoich dni tam, gdzie sytuacja i tak jest nierozwiązywalna. Szkoda nerwów i życia.. Lepiej mieć niewiele, ale mieć jasną sytuację np. prawną. Zresztą to częsta sytuacja, że rodzinki obiecują, a gdy dasz się wciągnąć (no bo rodzinie się ufa), to nie dopełnią obietnic na papierze, by móc bez końca grać ofierze na najniższych instynktach, wymuszać wręcz posłuszeństwo, zwiększać oczekiwania. Chore. Nie dla mnie, więc log off 😉 Niech się kiszą sami w swoim kociołku 😛

      Polubione przez 1 osoba

      1. Myślę, że to wyższy poziom, pewna mądrość życiowa – nie każdy wie, że nasze zasoby to nie tylko kasa, ale i nasza siła wewnętrzna, motywacja, dobry nastrój, ogólnie dobrostan, zdrowa głowa. Gierki potrafią wszystko nam to zabrać i pozostają nam czasem dobra materialne, albo tylko ich obietnica, i skakanie sobie do gardeł lub czekanie aż ktoś kopnie w kalendarz. Bardzo ważne jest to, co piszesz – nie każdy umie postrzątać, z uśmiechem powiedzieć „bye” i zostawić towarzystwo samo sobie.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Trochę mi to zajęło by zrozumieć, że to nie był brak możliwości, lecz wyuczona przez pokolenia metoda na ubezwłasnowolnienie zstępnego. Szczęśliwie nigdy nie pasowałam do tych klimatów typu pazerność, spory o spadki, komu się należy bardziej, a komu nie, ani do umiłowania wiecznego dzielenia skóry na niedźwiedziu. Mogę powiedzieć, że to uśmiechnięte „bye” dało mi większą satysfakcję i spokój niż gdybym wygrała jakieś batalie o stracone pieniądze. Finansowo zawsze się można „odkuć”, psychiczne obciążenia natomiast potrafią paraliżować człowieka.

        Polubione przez 1 osoba

      1. Szczęśliwie jestem typem człowieka, który lubi wynajdywać pozytywy w każdej sytuacji. Takie nastawienie pomaga we wszystkim 🙂

        Polubienie

Dodaj komentarz