Gdy człowiek zajęty

…to i jesień się nie dłuży, i miejmy nadzieję zima minie szybciutko. Jak zwykle gdzieś mi się zgubił listopad i już prawie pół grudnia. Za chwilę moje ulubione przesilenie zimowe. Ach, ile radochy z tego powodu.

Mnóstwo się dzieje, ale jakoś już nie rejestruję tego wszystkiego jak dawniej. Zauważam, że gdy się nie wisi na telefonie z nikim bliskim, omawiając wszelkie bieżące wydarzenia, to one tak sobie przychodzą i odchodzą. Trochę jak myśli podczas medytacji.

Czasem sobie myślę, że może warto by było założyć dziennik, w którym rzeczywiście codziennie bym wpisywała choć jedną myśl zapamiętaną z całego dnia. Bo jakoś mam wrażenie, że czas mi przecieka przez palce, a przecież to nieprawda, skoro codziennie jestem tak mocno zajęta.

W zasadzie od jakiegoś czasu mam poczucie, jakbym w ogóle nie produkowała wspomnień. Każde zdarzenie, po jego wystąpieniu i ewentualnym załatwieniu, znika z mojej świadomości jak wymazana gumką myszką.

Gdyby mnie zapytać, co robiłam wczoraj, albo przez cały tydzień, miałabym kłopot to przywołać. Pocieszam się, że to z pewnością nie jest jakaś przedwczesna demencja 😉 😀 Ale może jakiś rodzaj wyparcia, blokady na nadmiar informacji?

Chociaż w temacie upływającego czasu, niestety, coraz mocniej wychodzi tak zwane zużycie organizmu, zwane SKSem. Od września na ten przykład walczyłam z drobną, acz oporną kontuzją, która stała się podejrzanie wędrująca, bym w końcu się zorientowała, że to po prostu efekty fizycznej eksploatacji i raczej już tak sobie będzie. Gdy następnym razem moja neurolog zaproponuje mi wspomaganie przeciwbólowe, to chyba już nie będę zgrywała siłaczki, której nie trzeba, bo da radę – tak jak to zrobiłam przy ostatniej wizycie.

Ale dość smutów.

Jest coś pozytywnego i ważnego, na co się wreszcie zdobyłam. Chyba na fali tych wszystkich udanych zmian, jakie wprowadzałam w moje życie i swoje postrzeganie świata. 🙂 Otóż nareszcie złożyłam wniosek w USC o zmianę mojego imienia, którego szczerze nienawidziłam odkąd zaczęłam cokolwiek sensownie kojarzyć. Super rzadkie, bo tak paskudne. Są osoby, które mnie tutaj czytają i znają prywatnie, to wiedzą o jakim imieniu mowa, ale w ramach bloga wolę pozostać anonimowa. Już od podstawówki marzyłam o tym, by nazywać się NORMALNIE, ze wskazaniem na jedno konkretne imię. A przy bierzmowaniu nadałam sobie je na trzecie z nadzieją, że się może jakimś cudem przebije. Lecz, jak można się domyślić, tak się nie stało. I właśnie to imię wpisałam na wniosku o zmianę. Właściwie to wnioskowałam o zmianę obu moich dotychczasowych imion na to jedno. Żadne z nich do mnie nie pasowało kompletnie.

No i…otrzymałam decyzję pozytywną!!!

Właśnie wymieniam dokumenty. 🙂 Znajomi – bliżsi i nawet ci dalsi – bardzo fajnie zareagowali. Wręcz robią wszystko by mi codziennie sprawiać radość z nowego imienia. (A rodzina…mało mnie interesuje zdanie jej członków, bo wielokrotnie udowodnili jak bardzo są mi nieżyczliwi i sabotują wszystko, co mogłoby mi wyjść na lepsze. Ich zostawiam za sobą. )

Mnie interesuje tylko to, że odtąd bez oporów, z przyjemnością będę się ludziom przedstawiać i słyszeć, jak inni nazywają mnie tym imieniem, które dla mnie jest jak powiew normalności, jak balsam dla moich uszu 🙂

Ależ ulga 🙂 Lepiej późno niż później 😉

Reklama

5 myśli na temat “Gdy człowiek zajęty

  1. Ciekawa jestem tej Twojej zmiany. Moje imię jest nietypowe, staroświeckie powiedziałabym, ale akurat do mnie pasuje i nie zamieniłabym go na inne. Cieszę się że zrobiłaś tak jak czujesz, to dobrze na nas wpływa, gdy mamy kontrolę w sprawach dla nas ważnych 😊

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s