Przejście

Strasznie nie lubię zarywać nocy. Tym razem jednak miałam możliwość po raz pierwszy od wielu lat wyjść w sylwestrowy wieczór, więc dziś snuję się jako ten zombiak między łóżkiem a fotelem.

To był szósty Sylwester mojej Fortuny, pięć poprzednich poświęciłam na to, by nie reagowała na wystrzały jak na koniec świata. Tym razem mam sporo szczęścia – Fortuna nie jest lękliwa, raczej ciekawska, ale nie chciałam tej cechy w niej zepsuć. Pięć sylwestrów to nic wobec kolejnych co najmniej piętnastu, jakie może przeżyć przy odrobinie szczęścia i przy dobrym zdrowiu.

Gdy była maleńka, było całkowite odwrócenie uwagi od wystrzałów. Wówczas jeszcze wraz ze swoją siostrzyczką Daphne, w godzinie zero były kompletnie zajęte zlizywaniem z mojej ręki super pachnącego (i niezdrowego, ale jakże skutecznego) pasztetu. Może i zauważyły wybuchy, ale nie wykazywały żadnych reakcji lękowych. Oczywiście mój spokój wobec huku, w porywach ciekawskie spoglądanie w okno przenosiło się na nie.

Kolejne Sylwestry Fortunka już spędzała sama ze mną – Daphne zmarła w wieku 9 miesięcy. Przyzwyczajałam ją do tego, że może i jest jakiś huk, ale ja zachowuję się normalnie, leżymy sobie spokojnie, górne światło zapalone by błyski fajerwerków nie robiły dużego kontrastu, okna zamknięte, pokój najbardziej wyciszony z grubym dywanem, okna w większości zasłonięte roletą. W pierwszych latach bacznie mnie obserwowała za każdym razem gdy się wystraszyła, pilnowała mnie, leżała na mnie jak futrzany okład. A ja oczywiście niewzruszona, nie przerywałam swoich zajęć. A ona czuła mój spokój, niewzruszenie. W kolejnych latach już obserwowałam, że przestała reagować na serie ostrych wybuchów wielkimi oczami, a zaczęła pchać się do szyby, z ciekawością i dużą dozą spokoju obserwować co się dzieje za oknem.

W tym roku w sumie miałam w planach, jak zwykle, iść na białą salę, ale otrzymałam zaproszenie do znajomych. I je przyjęłam. Wiedziałam, że Fortuna jest gotowa. Oczywiście przed wyjściem wszystko przygotowałam tak jak zawsze: najcichszy pokój, pozamykane okna, zaciągnięte rolety i zapalone górne światło. Mam szczęście, że tak mogę.

Wiem, że czasem ma się do czynienia z bardzo lękliwym zwierzakiem – mój pies taki był. Nie pomagało nic, nawet środki uspokajające. Przez całe jego życie Sylwestry spędzałam zatem w domu, towarzysząc mu. Co ciekawe, jednocześnie udało mi się go odczulić od reagowania na burzę. Potrafił w trakcie burz wyjść za mną na balkon i mi towarzyszyć bez cienia strachu.

A wracając do ostatniego wieczoru roku, cenię to, że było tak normalnie. Ludzie, którzy jak się umawiają to czują się umówieni (w przeciwieństwie do ciągłych poszukiwaczy „ciekawszych opcji”, którzy wszystkich wystawiają do wiatru), zero słit foci na instagramy, zero napinki i udawanie kogoś kim się nie jest – zwyczajnie miło spędzony razem czas. Gra w domino, wyjście przed północą na plac, na którym zbierają się ludzie, karaoke z tańcami po powrocie.

I gdy tak stałam ze znajomymi, chłonąc ten moment przejścia, świąteczną atmosferę placu, blask fajerwerków…mój wzrok raz po raz spoczywał na grupach ludzi. Jedni z telefonem przy uchu składający życzenia, inni piszący wiadomości z życzeniami w telefonie, plus ci co komórkami usiłują zrobić – i tak słabej jakości – zdjęcia fajerwerkom, nagrywający filmiki z inscenizowanych na szybko, acz bardzo instagramowych „momentów dobrej zabawy” do wrzucenia na społecznościówki, by wszyscy widzieli jak świetnie się bawili. Ci wszyscy, których…i tak to nie interesuje. Ludzkość non stop z nosem w komórce. Smutny widok.

Czy dzisiejszy człowiek potrafi jeszcze coś przeżywać gołym okiem i całym sobą będąc ze znajomymi z grupy? Czy grupa znajomych już tylko „robi” za ładne tło do inscenizacji, podczas której wszyscy są operatorami kamer? Czy naprawdę wszystko dziś trzeba rejestrować? Czy trzeba świat oglądać poprzez…obraz na wyświetlaczu smartfonu?

O ileż przyjemniejsze jest bycie tu i teraz, rejestrowanie tego co się dzieje za pomocą własnych zmysłów i zapis w pamięci własnego mózgu. Zapisane w głowie i w sercu zdarzenia zawsze zachowują swoją magię i klimat. Kamera „widzi” inaczej i ma silną tendencję do okrajania wszystkiego z emocji i magii.

Moje wejście w nowy rok było wyjątkowo przyjemne, właśnie dzięki uważności. I niech cały rok będzie bogaty w przyjemności. Kontynuuję to co rozpoczęłam parę lat temu, bo to jest dobry kierunek. Żadnych postanowień.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s