Ultratoksyczność

Laba nawet nie najgorzej się udała. Obijałam się ile się dało, hurtem czytałam książki na balkonie, pogoda była zacna, dość umiarkowana. U progu trzeciego jej tygodnia pewna osoba bardzo chciała mi mój urlop zepsuć – standard w jej przypadku. Pewnie właśnie w tym momencie dowiedziała się, że ośmielam się odpoczywać, więc szybciutki sabotażyk. W końcu to ona musi być centrum wszechświata, a nie że ja mam czelność pozajmować się sobą. Nie udało się jej jednak. Nie tym razem. Już nie reaguję na takie próby.

Zwykle nie narzekam, wszędzie i we wszystkim zauważam coś pozytywnego, taki mam filtr życiowy. Ale nie będę siebie oszukiwać – ostatnie półtora roku było dla mnie traumatyczne. Właśnie z powodu tejże osoby. To osoba skupiona całkowicie na sobie, chimeryczna, roszczeniowa, posługująca się szantażem emocjonalnym i agresją pasywną. O takcie, empatii czy dyskrecji można zapomnieć. Rzecz jasna, wieczne niewiniątko. Walczy o swoje wyimaginowanymi lub wyolbrzymionymi chorobami i za nimi się chowa gdy kogoś sprowokuje do obrony. Wokół siebie sieje spustoszenie emocjonalne. Od ponad roku czekam na uznanie postawionych przeze mnie granic, zmianę zachowania wobec mnie. I od ponad roku trwa coś na kształt „wybuchu wygaszeniowego”. Jest zdeterminowana przywrócić status quo. Ale powrotu do tego co było już nie ma. Zmieniłam optykę, stałam się świadoma. Ona za to po otrzymaniu nakreślonej granicy, wielokrotnie częściej umiera. Średnio co 5 minut. Średnio co 3 minuty poważnie pogarsza jej się zdrowie.

Wiem, że powinnam zerwać kontakt dla własnego dobra. Ale na razie „tylko” go unikam jak tylko się da. Wciąż nie chcę tej konkretnej bramki zamykać na klucz. Jednak – nawet gdy teraz widzę jak na dłoni wszystkie te mechanizmy, pojmuję je i potrafię nazwać – emocjonalnie jest to wybitnie trudne. I nie raz potrafi ściągnąć w dół, a i doprowadzić na skraj.

Pracuję nad sobą ustawicznie, by mnie to już nie dotykało. Coraz lepiej mi to wychodzi. Ale gdzieś się odkłada. Permanentne przemęczenie, problemy zdrowotne, pogłębienie stanów depresyjnych, lękowych mimo farmakoterapii.

Pod koniec września do szpitala zgarnęło mnie pogotowie. Chyba nigdy w życiu się tak nie bałam. Leżąc kompletnie bezradna na R-ce przeraziłam się jeszcze bardziej, gdy za parawanem lekarz z pielęgniarkami się droczyli, czy taka młoda osoba jak ja może mieć udar, bo właśnie pod tym kątem mnie miano diagnozować. Badanie za badaniem. Szybko to szło. Leki, kroplówki litrami. Strach mieszał się z poczuciem ulgi, że jestem pod fachową opieką. No i w końcu ufff…wykluczyli to dziadostwo. A zaordynowane leki zaczęły działać.

Nim mnie wypisano, w/w osoba złożyła mi wizytę dwukrotnie. Dwukrotnie by użalać się nad sobą, jaka jest najbardziej biedna, najbardziej chora i najbardziej umierająca ze wszystkich. Nie zapytała nawet jak się czuję. „Mamusia”.

Takich rodzicielek niestety jest jak mrówków. Taki typ. Dziś jest sporo wiedzy na ten temat nawet na YouTube. Dopóki jesteś dzieckiem, nie możesz nic zrobić, a rodzic jest panem twojego losu. Ale jako osoba dorosła wiedz, że to nie ty nie jesteś złym, niewdzięcznym potomkiem, lecz miałeś/-aś cholernego pecha. A zatem, jeśli twoja „mamusia” pasuje do wyżej opisanych klimatów, ratuj się. Zdobądź więcej wiedzy i koniecznie skorzystaj z fachowej pomocy. Samotnie – raczej nie dasz rady.

#toksycznematki #antymatki

Reklama

3 myśli na temat “Ultratoksyczność

  1. Dzień dobry,
    współczuję tej historii z września, mam nadzieję, że wyszłaś na prostą. Czy powiedzieli Ci, co to wreszcie było?
    Bo żeby leczyć, trzeba znać przyczynę. Ja kiedyś zemdlałam, a przyczyną okazał się brak magnezu, podobno dość powszechny w dzisiejszym zestresowanym społeczeństwie. Odtąd staram się go suplementować.
    Temat toksycznych matek mam od dawna na tapecie, niemal każda z pokolenia urodzonego tuż po wojnie ma jakieś problemy sama ze sobą, a one niestety przenoszą się na otoczenie, z racji zależności głównie na dziecko, dzieci.
    Dobrze, że już wiesz, dobrze, że sobie pomagasz.
    I dbaj o siebie, to najważniejsze. Bądź dla siebie wsparciem – wiem, jakie to trudne. Naprawdę.
    Pozdrowienia

    Polubienie

    1. Nie jest łatwo, ale pracuję nad tym wszystkim. A w tematach szpitalnych – nie wiadomo co było przyczyną. Wiadomo tylko, że coś doprowadziło do ostrych zaburzeń ze strony układu równowagi. Czy to była infekcja, skutek odwodnienia, czy jeszcze coś innego – nie wiadomo na 100%. Człowiek to jednak dziwna i skomplikowana maszyna… P.S. Ale na wszelki wypadek pilnuję teraz nawodnienia i odżywiania. Zresztą o tym to chyba osobną notkę napiszę 😉

      Polubienie

      1. Napisz, napisz. Ja akurat też jestem na etapie pilnowania nawodnienia i od nowa pilnowania jedzenia. Doszły też nareszcie znów ćwiczenia. 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s